Etykiety

środa, 16 września 2015

Ten pierwszy raz 1

Dzień 1.

 Luhan był w pracy. Młodszy uznał to za długo wyczekiwany znak, by wziąć się do roboty i pomóc swojemu szczęściu. Tylko... od czego miał zacząć? Stanąć przed nim w kuszącym stroju, po czym zażądać wprost współżycia? Nie, zdecydowanie nie. To tylko wystraszyłoby słodkiego chłopaka i najpewniej uciekłby do ich wspólnego pokoju, zamykając się na klucz. Oczywiście nie byłoby to pierwszym razem. Zrobił to wcześniej, gdy miała przyjść w odwiedziny matka Sehuna. Biedny młodszy musiał powiedzieć jej, że Lulu wyszedł w pilnej sprawie, a po wyjściu jego rodzicielki musiał stać pod oknem z wyciągniętymi rękoma. Jego chłopak był zbyt przerażony i rozemocjonowany by trafić kluczem z powrotem do zamka, przez co lekko go skrzywił. Akcja wyciągnięcia uwięzionego Luhana trwała koło dwóch godzin, ponieważ bał się wyskoczyć, ale w końcu się udało.  Hun zdecydował się postawić na tradycyjność. Jakaś kolacyjka przy świecach, tańczenie, a potem zaczną się całować i będą zmierzać do sypialni, do ich dużego, wygodnego, lekko skrzypiącego łóżka. Na samą myśl zaczął się podniecać. Poklepał się uspokajająco po kroku i wyszeptał:
 -Jeszcze nie teraz przyjacielu... Zaczekaj do wieczora...
  Z cwanym uśmieszkiem zrobił zakupy w supermarkecie i kupił jakieś dobre, włoskie żarcie. Dlaczego miał sam gotować, skoro nie był pewien, że wszystko co zrobi wyjdzie dobre. Poza tym mógł oszczędzić sporo czasu, a przed kolacją najwyżej to podgrzeje w mikrofalówce. Zawitał także do kwiaciarni po ulubione rośliny swojego chłopaka. Wszystko musiało być idealne.
  W domu odstawił zakupy na kuchenny stół i zabrał się za sprzątanie. Wszędzie kudły, odciski łap oraz zabawki dla zwierząt. Skąd to wszystko się tu wzięło? Sehun nie pamiętał, żeby kiedykolwiek coś takiego kupował. Nagle zza rogu wybiegł mały pchlarz, roznoszący ten cały brud, który panował w mieszkaniu.
 -Hej! Skąd ty się tu wziąłeś? Co ty tu w ogóle robisz?! Wynocha - wykrzyknął, nie wierząc, że wcześniej tego czegoś nie zauważył. -O mój Boże, chyba powinienem bardziej zainteresować się tym co tu się dzieje.
  Chłopak podszedł do psa i złapał go jedną ręką z odrazą, po czym szybko wyrzucił na dwór. Nie chciał, żeby ten kurdupel zniszczył mu wieczór. Nie rozumiał swojego partnera jak mógł lubić takie.. brudne.. hałaśliwe, ygh.

Sehun, bez nerwów. Musisz mieć idealny humor, żeby wszystko poszło tak jak to sobie zaplanowałeś.

  Poszedł do ich sypialni, gdzie zastał niepościelone, dwuosobowe łóżko, a na ziemi rozrzucone wszystkie części garderoby plus poduszka i pierzyna. Czy tak to wyglądało codziennie? Chłopak pomyślał, że w jego życiu głównie zajmował się pracą i zaniedbywał dom, swojego chłopaka. Wolny czas spędzał siedząc przed telewizorem z piwem w ręku. A tu się meczyk pyknęło na playstation, oglądnęło się plażówkę kobiet i inne takie. Zdecydowanie musiał w końcu coś zmienić. Dodać jakiś smaczek.

  Chwycił koszulkę leżącą najbliżej niego i powąchał ją. Cuchnęła czymś, czego nigdy wcześniej nie czuł, jakby mieszanką starych skarpetek, mleka grubo po terminie i jeszcze jednej rzeczy, o której nie chciał myśleć, bo wiedział, że zrobi mu się słabo. Miała pełno kolorowych plam, jak długo nie robili prania? Pokręcił głową na boki, roztrzepując idealną fryzurę. Podwinął rękawy bluzy i wziął się do pracy. Miał szczęście, że poprosił o jednodniowy urlop w pracy i kupił gotowe jedzenie, bo poza sprzątaniem nie miał czasu na nic więcej.

  Pokój po wizycie nie-chowaj-się-brudzie-bo-i-tak-cię-znajdę-i-wykastruję rączek z białymi rękawiczkami wyglądał olśniewająco. Podłoga wokół bordowego, włochatego dywanu, w którym często zanurzali bose stopy, błyszczała się. Na meblach nie można było znaleźć nawet najmniejszej drobinki kurzu, bo Sehun pościerał je przynajmniej cztery razy, a łóżko było idealnie równo pościelone bez żadnej skazy. Bolały go palce od zdeterminowanego zaciskania ich na ścierce, którą próbował przez dziesięć cennych minut swojego życia uporać się z denerwującą plamą na podłodze. Oczywiście nie udało mu się, przez co zakrył ją dywanem. 

  Pomieszczenie zachwycało swoją starannością w każdym centymetrze, lecz coś zakłócało jego perfekcję. Mianowicie spocony, zmęczony i lekko brudny chłopak odpoczywający siedząc na ziemi i opierając się o drzwi. Krople potu zrosiły jego skronie oraz kark, ukazując to, że albo w domu było za gorąco, albo to jego sprawność fizyczna gwałtownie spadła. Odkrył swój brzuch, by sprawdzić czy jego mięśnie wciąż były na swoim miejscu. Na szczęście (bądź nie, bo to oznaczało, że będą musieli dużo płacić za ogrzewanie) wciąż się tam znajdowały.

  Spojrzał na zegarek, a widząc, że jest już szesnasta postanowił wziąć się w garść i sprawdzić następne pomieszczenia. I jeśli były w stanie takim jak to starać się nie rozpłakać, ponieważ byłoby to zdecydowanie mało męskie. Ruszył swoje zgrabne cztery litery do salonu. Stwierdził, że nie będzie ogarniał łazienki ani kuchni, skoro nie miał zamiaru wpuszczać tam Luhana. W sumie po co tracić siły jeśli nie jest to niezbędne, prawda? Oh był z natury oszczędnym człowiekiem niezależnie od tego co (niekoniecznie) musiał starannie 'wydawać'.

  Ciężko westchnął. Wszędzie, dosłownie wszędzie walały się kłęby sierści psa, którego zdążył ochrzcić w myślach Lucyfer. Na samą myśl ile to coś musiało mieć bakteri i zarazków wzdrygnął się. Kolejny powód, by wydać pieniądze. Jeśli dalej tak pójdzie to razem z Lulu będą musieli chodzić w domu bez ubrań. Taak, to będzie ich nowa kampania oszczędnościowa, żeby nie marnować zbyt dużo forsy na proszek do prania i nowe ciuchy. Chociaż to nie byłby jedyny powód. Chłopak z wielką chęcią zobaczyłby partnera n a g o. Pierwszy raz. Ohh, jakież to musiałoby być podniecające.

  W salonie jako tako jeszcze wyglądało, Xiao dbał o to, by ludzie przyjmowani u nich w gości czuli się swobodnie i nie denerwowali się syfem panującym w domu. Często ktoś przekraczał ich przysłowiowe skromne progi, które takie skromne nie były. Praca Huna dawała im niemałe możliwości, więc chłopak dobrze to wykorzystywał. 

  Gdy zmęczony Luhannie otwierał drzwi do swojego domu z zamiarem szybkiego pochłonięcia czegoś, co dało się przygotować na szybko nie spodziewał się widoku, który go zastał. Półprzytomnie nie zwracając na nic uwagi ruszył do kuchni, gdzie wypił duszkiem cała szklankę wody mineralnej.

 -Kochanie, już wróciłeś? - dobiegł go głos młodszego. -Chodź do salonu, mam dla ciebie niespodziankę.

  Brunet wywrócił oczami. Już on znał te jego niespodzianki. Najpierw zaciągnie go do siebie na kolana, wycałuje jego twarz i powie jak to bardzo mu go brakowało i jak to go kocha. Da mu jakiś pierścionek, który wygrzebał w płatkach śniadaniowych, pytając czy za niego wyjdzie. Potem położy swoje duże dłonie na pośladkach Lu, zacznie je masować i namiętnie całować wargi swojego chłopaka. A ten ucieknie mu tak jak za każdym razem robił.

  -Już idę! - odkrzyknął. Mimo, iż przeczuwał, że to znowu będzie coś dziecinnego był dziwnie podekscytowany. Uwielbiał patrzeć w oczy swojego ukochanego, gdy prawił mu komplementy, co robił często. Zresztą, gdy tylko Oh patrzył na chłopaka jego oczy wydawały się być bezdenną studnią miłości na pustyni pełnej obojętności. Lubiał się w niej zanurzać.

  Sehun siedział wyprostowany na krześle przy starannie wystrojonym stoliku, który był zapełniony białymi tulipanami, które Xiao wręcz uwielbiał. Blondyn ubrał swoje najlepsze i najbardziej eleganckie ubrania jakie posiadał, które oczywiście wybrał mu partner, bo on sam kompletnie się na tym nie znał oraz był bezguściem.

 -A z jakiej to okazji , jeśli można wiedzieć? - w jelonkowatych oczach Hana zabłysnęła ciekawość.

 -To już nie można sprawić przyjemności zupełnie bezinteresownie? - zadał pytanie retoryczne, które na kilka minut zawisło złowrogo w powietrzu.

 -Gdybym cię nie znał pomyślałbym, że to bardzo miłe z twojej strony... ale niestety znam cię aż zbyt dobrze.

  Starszy zmarszczył brwi i zmrużył oczy badawczo przypatrując się chłopakowi. Jednak kilka sekund później usiadł naprzeciwko i przysunął krzesło do stoliku.

 -Jednakże skorzystam z okazji i przetestuję twoją romantyczność, skarbie.

  Sehun puścił mu oczko.

 -Wiedziałem, że się skusisz.

 -Nie gadaj tylko kelneruj. Nie mamy całego wieczoru, chcę się szybciej położyć - oboje westchnęli w tym samym czasie. Han z przepracowania, Hun z zawodu, że jego szanse na zaliczenie chłopaka zmalały, ale postanowił ciągnąć plan do końca.

 -Dla ciebie mógłbym nawet przebrać się w kobiecy strój pokojówki i posprzątać cały dom, chociaż wolałbym ciebie w nim zobaczyć. Hej, to dobry pomysł! Chyba sprezentuję ci go na naszą następną rocznicę...

 -Sehun! Nawet sobie nie wyobrażaj, że założyłbym coś tak skąpego jak to co pewnie teraz sobie wyobrażasz! - starszy wyraźnie zbulwersowany nadymał policzki i rzucał gniewne spojrzenia w stronę niewyżytego ukochanego, który tego dnia pozwalał sobie na coraz więcej. -Poza tym to ma być romantyczna kolacja wnioskując po świecach, więc ruszaj zadek po coś do jedzenia, bo jestem bardzo głodny, a gdy jestem głodny jestem też zły.

 -Niszczysz moje marzenia - jęknął udając zdenerwowanie, po czym wstał i zniknął na chwilę za drzwiami, odprowadzany przez głośne burczenie brzucha.

  Luhan kochał swojego chłopaka miłością, która była jak rwąca rzeka. Uwielbiał z nim rozmawiać na różne błahe tematy, mógł się go poradzić we wszytkich problemach, nie miał przed nim tajemnic. Istniały jedynie rzeczy, o których mu nie wspominał, ponieważ uznał, iż nie były na tyle ważne. Ale dzisiaj musiał poruszyć jeden drażniący temat, a Sehunowi on się na pewno nie spodoba.

  Młodszy stał przy mikrofalówce, która za nic nie chciała wydać dzwoniącego dźwięku, oświadczającego, że podgrzewanie zostało skończone. Przecież już kilka minut temu miało się wyłączyć...

 -Cholera! - syknął i uderzył wierzch urządzenia z otwartej dłoni jak niesfornego psa, który zamiast gryźć swoje zabawki gryzie sofe.

 -Skarbie, potrzebujesz pomocy?

 -Nie, nie! Muszę jeszcze tylko... przyozdobić talerze..? - odkrzyknął wyraźnie niezadowolony, że wszystko zdaje się być przeciw niemu i jego sztańskiemu planowi, który chyba jednak wcale nie był tak dopracowany jak powinien. Co będzie po kolacji, kiedy już brzuch bruneta będzie pełny? W podzięce rzuci mu się na kolana? 

 -Ha! Mam cię! - krzyk Hana rozniósł się echem po całym pomieszczeniu, a blondyn podskoczył zaskoczony. -Myślisz, że jestem tak głupi, żeby nie sprawdzić co robisz? Poza tym wiedziałem, że to nie ty będziesz gotował. Naprawdę nie chciałbym ponownie wylądować w szpitalu z zatruciem pokarmowym.

 -To był jeden jedyny raz, a ty mi go wciąż wypominasz... - wywrócił oczami, a jelonek podszedł do niego i poklepał pod brodą.

 -Wypominam, żebyś nigdy więcej nie popełnił tego błędu i nie brał się za gotowanie. Zapamiętaj - kuchnia jest moja. 

  Oh chwycił dłoń starszego w swoją i ucałował jej wierzch, a potem, gdy zarumieniony Luhan niczego się nie spodziewał, dobrał mu się do ust. Starszy złapał partnera za ramiona, czując nagłe szarpnięcie, które zbliżyło ich do siebie tak, że stykali się każdym skrawkiem ciała. Mimo, iż delikatnie się zawstydził ochoczo oddał pocałunek i uchylił wargi, by język Huna zaczął robić cuda. 

  Sehun zamruczał wpychając język do jego jamy ustnej. Splatał się z tym chłopaka i grał z nim w gonianego, wracając do siebie, by przez chwilę to brunet mógł pobawić się w tego dominującego. Oderwali się od siebie dopiero, gdy usłyszeli dziwny hałas. Blondyn, przeczuwając co zaraz się stanie, objął w pasie ukochanego i odciągnął od urządzenia w tył. Mikrofalówka... wybuchła.

 -Znowu? - westchnął mniejszy, łapiąc się za włosy. Przeczesał je, by zdradliwy rumieniec zszedł z jego policzków. Całowali się już od dwóch lat, ale Han wciąż reagował tak jakby każdy ich pocałunek był tym pierwszym.

 -...zamówię pizzę.

 -Zamów - szeroki uśmiech na twarzy jelonka nie był niczym dziwnym. Często to robił, ponieważ będąc w związku z tym głupiutkim, niewyżytym dzieciakiem nie dało się żyć inaczej, niż w ciągłym zabawnym świecie.

  Sehun wybrał numer pizzeri i ze zrezygnowaną miną (wyglądał jakby przegrał bitwę z malutkim dzieckiem o lizaka, którego naprawdę, naprawdę chciał) oczekiwał aż odezwie się znajomy głos.

 -Tu pizzeria pod złotym losem, dzisiaj poleca...

 -Trójkę poproszę - przerwał, nie chcąc marnować więcej czasu niż to było konieczne. Po drugiej stronie słuchawki usłyszał donośny śmiech.

 -To znowu ty, Sehi? Jeśli tak dalej pójdzie utuczysz siebie i swojego chłopaka jak prosiaki.

 -Nie moja wina, że mikrofalówka się zepsuła... po raz kolejny.

 -Będzie za dziesięć minut. Przyjdziesz po nią sam czy mam kogoś wysłać?

  Sehun udał, że rozważa propozycję, ale od początku wiedział, że na pewno nie ruszy swoich czterech liter na drugą stronę ulicy. Tak, pizzerie mieli dosłownie naprzeciwko.

 -Tylko nie wysyłaj tej w czerwonych włosach, bo Lulu znów będzie zazdrosny i zacznie wyrzucać moje rzeczy przez okno, a ja nie mam zamiaru schodzić i kłócić się z naszym menelem, który wywietrzy okazję na grę w zdobycie fanta.

 -Gdybyś tylko widział swoją minę ostatnim razem, haha, dawno nie było takiej rozruby jak wtedy - roześmiał się i odłożył słuchawkę.

 -Cap - wyszeptał do siebie z wrednym uśmieszkiem. Przybrał minę uwodziciela numer sześć i ruszył do salonu, gdzie Luhan wygodnie siedział, oglądając ckliwe romansidła.

  Usiadł obok niego, gdy Rosalinda odmawiała wyjazdu na ranczo, gdzie znajdował się jej ukochany, czego oczywiście nie wiedziała, bo czekała aż przyjedzie na jej ranczo. Jęknął, zwracając uwagę swojego chłopaka na siebie i przyciągnął go dwoma palcami za podbródek, po czym złożył na jego ustach soczystego buziaka.

 -Zajmij się mną zamiast oglądać te beznadziejne seriale.

 -Nie obrażaj ich, one pomagają mi w życiu - jego wzrok ponownie spoczął na telewizorze.

 -Tak, jasne. Na pewno pomagają ci podejmować decyzje: wyjechać na to ranczo?, jak się zemścić na osobie, którą kocham? Bądź jak jeździć konno po mieście, żeby rozdeptać jak najmniej osób?

 -Można tak powiedzieć.

  Wtedy do głowy Sehuna wpadł kolejny fantastyczny pomysł. Zacisnął wargi w wąską linię i szybkim ruchem wyrwał pilot z dłoni Lu. Wyłączył jednym przyciskiem telewizor.

 -Hej! Teraz on miał ją pocałować! Jak mogłeś?! - jego oczy ciskały pioruny w blondyna z niewinną miną. -Oddawaj to.

 -Prosiłem, żebyś się mną zajął. Jeśli nie chcesz z własnej woli to cię do tego zmuszę - wyciągnął swoją rękę z przedmiotem, którego w tej chwili pragnął Xiao, w tył za siebie.

 -Jeśli nie chcesz z własnej woli oddać mi pilota to cię do tego zmuszę - spapugował swojego partnera, a gdy ten posłał mu wyzywające spojrzenie rzucił się na niego. Obaj wylądowali na ziemi, Sehun na dole, a Lu leżąc na nim. Nie chcący otarł się o potrzebujące uwagi miejsce swojego chłopaka, wywołując tym jego jęk, na dźwięk którego znieruchomieli.

 -Ym.. może lepiej usiądźmy? - cichy szept Luhana został zignorowany przez partnera. Młodszy puścił kurczowo zaciskany pilot i przycisnął dłonie do bioder starszego.

 -Kochanie, byłbym bardzo wdzięczny, gdybyś powtórzył ten ruch.

 -Ale chyba nie chcę... - jeszcze raz wyszeptał, rumieniąc się po cebulki włosów. Boże, to było takie... zawstydzające.

 -Nie pytam się czy chcesz, pytam czy mógłbyś - warknął i mało delikatnie zacisnął palce na ciele partnera, który pisnął z wrażenia.

 -J-jeśli nie chcę to też nie mogę.

 -Owszem, możesz.

 -Se-hun, to boli - spróbował odciągnąć dłonie Oh. -Zaczynam się bać..

  Ostatnie zdanie sprawiło, że blondyn zdał sobie sprawę, iż dopuszczenie do głosu mniej cywilizowanej strony swojego człowieczeństwa nie było dobrym pomysłem. Jego twarz diametralnie zmieniła swój wyraz, krzywy uśmiech zastąpił ten ciepły.

  Dzwonek do drzwi przerwał ich niezręczne wymienianie się spojrzeniami. Sehun wziął się w garść i poszedł odebrać pizzę, wygładzając pogniecioną koszulę. Otworzył szeroko drzwi z lekko niezadowoloną miną, której nie mógł powstrzymać.

 -Stary, nie powinieneś witać swoich gości z taką miną, bo na ich miejscu już dawno spierdoliłbym stąd bez oglądania się za siebie.

  Blondyn uniósł jeden kącik ust w górę.

 -Dałbym ci w mordę, ale przyniosłeś pizzę, więc wybaczam - odpowiedział całkiem poważnie wyciągając z kieszeni jeansów pieniądze. -Odliczone, nie dziękuję za fatygę.

  Szybko chwycił pudełko i wsadził dostawcy pieniądze do dłoni. Zanim znajomy zdołał coś powiedzieć Oh zatrzasnął mu drzwi przed nosem.

 -Yah, Sehun! Następnym razem sam sobie przyjdziesz po to zakichane żarcie!

sobota, 12 września 2015

Broken doll

Chaotyczne wspomnienia Sehuna:') Nie są po kolei, spróbuj odgadnąć które jest którym.
  Chwyciłeś mnie za rękę, odciągając od znajomych, z którymi właśnie rozmawiałem. Nie wyjaśniłeś gdzie idziemy, po co ani dlaczego, a ja nie pytałem. Robiłem to co chciałeś, od zawsze tak było. Pamiętasz? Niezależnie od moich upodobań pozwalałem tobie o wszystkim decydować. 
Wepchnąłeś mnie do pierwszej lepszej klasy i podłożyłeś pod drzwi krzesło, by nikt nie mógł nam przeszkodzić. Twoje oczy patrzyły na mnie, ale jakby nie widziały mojej osoby. Patrzyłeś przeze mnie. Chwyciłeś dwoma palcami mój podbródek i przyciągnąłeś do siebie czule muskając moje usta. Twój dotyk był kojący. Kilka dni temu na pewno rozpłynąłbym się.
Oczekiwałeś jakichkolwiek uczuć ode mnie do ciebie, prawda? Brakowało ci ich? Zaczynałem Cię powoli niszczyć? Czy już wtedy mnie nienawidziłeś?
Wplątałeś jedną dłoń w moje gęste włosy, a drugą położyłeś na moim biodrze, popychając mnie do tyłu na ławkę. Pozwoliłem Ci na to, nic się nie zmieniło, ale jednak odczuwałeś, że coś jest nie tak. Tak dobrze mnie znałeś? Zauważyłeś tę jedną rysę na mojej nieskazitelnej powierzchni?
Oparłem się łokciami o drewno, gdy ty wdrapywałeś mi się na kolana. Widziałem w twoich oczach bezdenną rozpacz. Czy tak właśnie wygląda osoba doprowadzona przez ukochanego do skrajnej histerii? Czy aż tak ci na mnie zależało?
-Sehun, proszę - jęknąłeś na wpół płacząc, a na wpół starając się być pociągającym. Nie wiedziałeś co zrobić, by mnie przy sobie zatrzymać. To był twój ostatni pomysł, po którym miałeś w końcu dać za wygraną. -Weź mnie całego. Chcę być tylko twój. Kocham Cię... Kocham Cię tak bardzo, że to aż boli. Kurwa, Hunnie, proszę, nie rób mi tego. Przez Ciebie moje serce rozpada się na kawałki, a potem na nowo składa i znów rozpada. Wiem, że gdyby Ci na mnie naprawdę zależało to nie byłbyś taki oschły. 
Donośny szloch wydobył się z twojej klatki piersiowej, maltretując moje biedne uszy. Wtedy pierwszy raz cię od siebie odepchnąłem. Użyłem zbyt dużo siły, bo wylądowałeś na tyłku, ale już mnie to nie obchodziło. Nie zależało mi, byś dobrze się czuł. To już nie było to, wiedziałeś o tym, prawda? Nie mogłem Cię mieć. Nie mogłem Cię wziąć. Nie mogłem nawet chcieć Cię.
Wyszedłem spokojnym krokiem z pomieszczenia. Uczniowie wokół obdarowywali mnie ciekawskimi spojrzeniami, ale miałem na to wylane. Od kiedy przestałeś być dla mnie ważny znaczenie straciło również wszystko inne. Dlaczego jeśli chcę zrobić dla Ciebie coś dobrego to musi być tak trudne? 
Wybiegłeś za mną, ale nie miałeś siły dalej zatrzymywać mnie przy sobie. Zrozumiałeś, że to było bezsensu, czy że niszczyłem to co było między nami właśnie dla twojego dobra?
-Zmieniłeś się, Sehun - pociągnąłeś nosem, gdy odwróciłem się w twoją stronę i posłałem Ci zobojętniałe spojrzenie. -Zepsułeś się, kochanie.
Posłałem Ci krzywy uśmiech, nie mogłeś odpuścić sobie ostatniego słowa. Musiałeś powiedzieć coś, co niszczyło mnie od nowa, chociaż moje wnętrze już od dawna wyglądało tragicznie. Musiałeś zdeptać i rozrzucić moje dopiero co poukładane myśli. To zabolało być może jeszcze bardziej niż Ciebie moje odrzucenie.
Bawiłem się twoimi włosami. Uwielbiałem ich dotyk na swojej skórze, wiesz? To było jak moje własne muśnięcie anioła. Byłem niegodny, by dotykać twojego ciała, dlatego tak długo wzbraniałem się przed odebraniem ci niewinności. Byłeś moim aniołem stróżem, więc jak mogłem sprawić ci ból? Nawet taki, po którym przychodzi niewyobrażalna przyjemność. Zakochaliśmy się w sobie, zdradziłeś Boga dla mnie, dla mężczyzny, dla grzesznika. Czy było warto? 
Twoje spojrzenie było czyste, mógłbym założyć się, że nigdy nie popełniłeś żadnego błędu. Jak ktoś tak idealny i eteryczny jak ty mógłby to zrobić? Uważałem, że byłeś jedyny w swoim rodzaju i nie wahałem się Ci tego powiedzieć. Komplementy sprawiały, że cudowanie się rumieniłeś aż miałem ochotę cmoknąć Cię w ten czerwony policzek. Ale jeśli bym to zrobił pogrążyłbym Cię w grzechu. 
Leżałeś ze mną w swoim łóżku, oglądając komedię romantyczną. Twoja głowa opadła na moją pierś, przez co wstrzymałem oddech, bojąc się, że jeśli wykonam gwałtowniejszy ruch mógłbyś się odsunąć. Chciałem być blisko Ciebie. Nie wiedziałem, że ktokolwiek mógłby zrobić ze mnie takiego wrażliwego chłopca, którym stałem się przy tobie.
W połowie filmu przeturlałeś się na brzuch i oparłeś dłonie po obu stronach mojej głowy, podnosząc lekko nade mnie. Twój wzrok zjeżdżał na usta, wpatrywałeś się w nie jakbyś nigdy wcześniej ich nie widział. Zniżyłeś swoją twarz i przejechałeś nosem po moim policzku. 
-Prześpij się ze mną.
Wyszeptałeś do mojego ucha zaraz potem chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi, bym nie mógł zobaczyć zawstydzenia w twoich oczach. Nie musiałem nawet na Ciebie patrzeć, potrafiłem to wyczytać z ruchów twojego ciała. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, więc to nie było dziwne, że znałem każde twoje nerwowe drgnięcie, prawda? 
Uniosłem Ci lekko głowę, byś widział, że naprawdę chciałem to zrobić, ale miałem wątpliwości. Co jeśli się nie opanuję, co jeśli Cię skrzywdzę? Co jeśli przez to nie będziesz chciał mnie już znać? Nie przeżyłbym tego.
-Nie wiem czy to najlepszy pomysł.
Moje słowa wywołały na twojej twarzy bolesny grymas. Dlaczego anioł chciał upaść przeze mnie? Przecież byłem zwykłym, nic nieznaczącym, brutalnym i nieokrzesanym człowiekiem. Ale jednak mnie pokochałeś. Właśnie mnie. Przez Ciebie zmieniłem swoje życie, zostawiłem znajomych, którzy sprawiali, że zbaczałem ze ścieżki. Wystarczała mi twoja osoba, bym wiedział, że życie jest wspaniałe. Wystarczałeś mi ty i nie potrzebowałem niczego więcej do życia. Gdybym miał wybrać między tobą, a powietrzem wybrałbym Ciebie. 
-Och, rozumiem... przepraszam, że zapytałem.
Uśmiechnąłem się do ciebie i pocałowałem w czoło. Byłem z tobą, żeby cię chronić. Wydawałeś mi się strasznie kruchy, bałem się, że większy podmuch wiatru może cię skrzywdzić. Najlepszym sposobem na zachowanie ciebie nietkniętego wydawało mi się zamknięcie cię w domu, ale nie mogłem odebrać ci tej przyjemności jaką było spanie ze mną pod gwieździstym niebem. Nie mogłem też odebrać innym podziwiania twojego wyglądu.
-Jeśli Ci się nie podobam to trzeba było powiedzieć mi to wprost.
Odsunął się ode mnie, a ja każdy centymetr wolnej przestrzeni między nami odczuwałem jako ból. Teraz już wiedziałem, że nie mogłem Cię tak po prostu zostawić. Nigdy nie czułem się tak okropnie jak w tamtym momencie, a wiesz, że przeżyłem wiele. Wprowadziłeś mnie w świat intensywnych uczuć, nie mogłem być na wszystko obojętny tak jak kiedyś.
-Posłuchaj mnie...
Złapałem twój nadgarstek i sprawnym ruchem przyciągnąłem do siebie.Usiadłeś mi na kolanach, opierając dłonie o moje barki.
-Kiedy jesteś obok mnie mam ochotę cię pocałować. Nawet nie wiesz ile kosztuje mnie powstrzymywanie się przed zrobieniem tego. Nie chcę zrobić czegokolwiek źle, by nie zniszczyć naszej relacji. Jesteś zbyt piękny pod każdym względem, bym mógł chociaż przy tobie być, ale nie mogę sobie odmówić tej przyjemności.
Położyłem dłoń na twoim policzku i delikatnie przejechałem po nim opuszkami palców. Wzdrygnąłeś się. Czy mój dotyk ci nie odpowiadał? Chciałem cofnąć dłoń lekko urażony, ale podtrzymałeś ją. Wtuliłeś się w nią, przymykając oczy.
-Uwielbiam wszystko co jest z tobą w jakikolwiek sposób związane, rozumiesz? Nie waż się mówić, że mi się nie podobasz, bo cholernie mnie pociągasz. Mogę śmiało powiedzieć, że Cię kocham. Kocham twoje oczy.. nos.. policzki...
Przy każdej wymienianej części jego ciała całowałem ją. Drżałeś. To wszystko było dla Ciebie nowe, prawda? Cieszyłem się, że to ja wprowadzałem Cię w świat pożądania i rozkoszy, ale jednocześnie bolało, bo właśnie Cię skaziłem. 
-...usta.
Chwilę wahałem się przed dotknięciem twoich warg, ale gdy położyłeś dłoń na moim karku i zachęcająco przyciągnąłeś do siebie odważyłem się. Przycisnąłem spragnione usta do twoich delikatnie je muskając, ale to nam nie wystarczyło. Wiedziałem, że tak będzie. Miałem nadzieję, że wybaczysz mi sprawienie, iż zboczyłeś ze swojej ścieżki. 
Moje dłonie ostrożnie gładziły twoje boki, jakby bojąc się, że przy każdym bardziej zdecydowanym ruchu uznasz, iż zrobiłem coś nie tak i może ci się to nie spodobać. Nasze wargi trwały w hipnotycznym pocałunku, nie spieszyliśmy się, wiedzieliśmy, że twoi rodzice mieli wrócić dopiero nazajutrz. Dotknąłem językiem twoich warg, sprawiając, że drgnąłeś zaskoczony, ale sekundę później zrozumiałeś o co mi chodziło i uchyliłeś swoje usta. Wtargnąłem do środka badając twoją jamę ustną, przejechałem po podniebieniu i zębach, a gdy zabrakło nam tchu, oderwałem się od ciebie przygryzając twoją dolną wargę.
-Boże...- wysapałeś, nie mogąc powtrzymać przeciągłego westchnienia. -Nie wiedziałem, że całowanie może być takie przyjemne.
Roześmiałem się. To jedno zdanie miało w sobie naraz tyle niewinności i czegoś odwrotnego, że wydało mi się idealnie pasować do twojego obrazu z tamtej chwili, który utkwił mi w pamięci jeszcze na długi czas. Twoje lekko przymrużone, oszołomione oczy, wpatrujące się intensywnie w moje. Twoje roztrzepane włosy, które widocznie musiałem w między czasie rozwalić. Twoje zarumienione od nadmiaru wrażeń policzki. Twój przyspieszony oddech i otwarte usta na kształt literki 'O'. Nie potrafiłem uwierzyć we własne szczęście. 
Pocałowałem cię jeszcze raz, tym razem krótko i czule, by przekonać się, że jesteś prawdziwy. Że jesteś tu ze mną, że jesteś dla mnie.
-Mogę ci dać o wiele więcej przyjemności, tylko że najpierw musiałbym cię skrzywdzić.
-Więc zrób to. Jestem silny, poradzę sobie.
Mój uśmiech stał się krzywy, prawy kącik ust trochę opadł. Zawsze tak robiłem, gdy chciałem wyglądać na szczęśliwego chociaż nie byłem. Większość otaczających mnie ludzi wierzyła w to, nie zauważała zmiany, ale nie ty. Oparłeś dłoń na moim policzku i pogładziłeś go.
-Wiem, że sobie z tym poradzisz, ale nie jestem pewien czy przeżyję sprawienie, że to przeze mnie będziesz cierpiał.
Przybliżyłeś swoją twarz do mojej, poruszyłeś się przy tym na moich biodrach, sprawiając, że wydałem z siebie przeciągły jęk. Cholera, myślałem, że mam odrobinę więcej samokontroli.
-Jeśli to ma sprawić, że będzie nam dobrze, to chyba warto zaryzykować, Sehun-ah.
Nigdy nie odczuwałem tego, że byłeś ode mnie starszy. Być może z powodu twojej twarzy, która wydawała się przeżyć dopiero kilkanaście lat, a nie dwadzieściacztery. Być może jednak przez to, że zachowywałeś się jakbyś był małym dzieckiem, które pomaga bez względu na wygląd czy też przeszłość drugiego człowieka. Tak się poznaliśmy, pamiętasz? 
-Boję się, że będziesz miał mi za złe odebranie ci na zawsze twojej niewinności.
-Sam cię o to poprosiłem, skarbie.
Kiwnąłem głową i znów połączyłem nasze wargi w pocałunku. Bez namysłu wstałem z łóżka i chwyciłem swoją kurtkę. Zostawiłem go samego bez żadnego wyjaśnienia.

Wiecie jak to jest, gdy boisz się tak bardzo, że drętwieją ci wszystkie kończyny i ledwo chodzisz? Nie? Naprawdę nie polecam. Strach sprawiał, że ściskało mnie w gardle i nie potrafiłem niczego wykrztusić. Ale musiałem się z tym zmierzyć.
Siedziałem na zimnej ławce, spoglądając na wodę pod promenadą. Usłyszałem kroki, ale nie otworzyłem swoich oczu. Wiedziałem, że to oni, kto inny przychodziłby tutaj o drugiej w nocy? 
-Masz to, co miałeś przynieść?
Miałem, ale wiedziałem, że dla nich to wciąż będzie za mało. Nie obchodziło ich to, że mama i ja nie mieliśmy niczego więcej. Dla nich ważne było tylko i wyłącznie łatwe zdobywanie dzięki nam kasy. Byliśmy dobrym sposobem na łatwy dochód. Nie ważne, że przez to nie mieliśmy pieniędzy na spłacanie rachunków ani na jedzenie. Byliśmy słabszymi, a rolą słabszych jest pozwalanie sobą pomiatać i zastraszać się. Silniejsi mieli niezły ubaw, tak jakbyśmy byli jedynie po to by sprawiać im przyjemność.
Skinąłem głową, niezdolny by cokolwiek powiedzieć. Podałem im kopertę wypełnioną pieniędzmi, które razem z matką skrupulatnie odkładaliśmy i oszczędzaliśmy przez cały miesiąc. Mężczyzna zajrzał do środka z kpiącym uśmieszkiem i rzucił:
-Widać, że twoja matka nie próżnowała w tym miesiącu. Odważnie dawała dupy, stara suka.
Słysząc obelgę kierowaną w stronę mojej rodzicielki miałem ochotę coś rozwalić. Jak śmiał?! Jak śmiał tak ją nazwać? To, że zarabiała w ten sposób to... to wszystko przez nich. Przez ojca. Przez to, że narobił sobie długi u takich ludzi, a potem się powiesił. Zostawił nas, gdy miałem osiem lat i to właśnie ja go znalazłem śmiesznie dyndającego z sufitu. Wiecie jakie to było uczucie uświadomić sobie, że tatuś wcale nie wymyślił nowego rodzaju huśtawki? Że tatuś jest cały siny i nie oddycha? 
-N-nie mów tak.
Mój ochrypły, cichy głos zabrzmiał żałośnie. Poczułem się rozczarowany sobą jeszcze zanim zaczęli się ze mnie śmiać. 
-Nie mówić jak? Że twoja matka to zwykła dziwka? Kurwa? Że była nią jeszcze zanim się urodziłeś? Że prawdobodobnie jesteś dzieckiem jakiegoś pijanego, starego pedofila, który zabawiał się z tą szmatą?
Moja pięść wystrzeliła szybciej niż zdołałem zarejestrować jakikolwiek ruch z mojej strony. Poczułem ból w dłoni i wydałem z siebie cichy jęk. Pierwszy raz kogoś tak mocno uderzyłem. Wcześniej robiłem to tylko kolegom, którzy wyzywali moją matkę, ale nigdy nie byłem tak rozwścieczony jak w tamtej chwili.
-Cholera, gówniarzu. Chyba złamałeś mi nos, kurwa, nie zostawię tego tak.
Nie uciekałem, bo po co? Żeby dopadli mnie na oczach mojej biednej mamy? Już wolałbym umrzeć tutaj i nie zostać nigdy odnaleziony, albo cokolwiek innego niżeli miałaby oglądać tą sytuację na własne oczy.
-Zaraz nauczymy cię z jakim szacunkiem powinieneś się do nas zwracać.
Pierwsze uderzenie poczułem na policzku. Drugim było kopnięcie w brzuch, trzecim w łydkę, a za czwartym razem chyba dostałem znów w twarz. Syczałem, czując, że tej nocy mogą mnie nieźle urządzić. Jeśli w ogóle przeżyję tę noc. Nie liczyłem dłużej ciosów, ból czułem w całym ciele. Czułem spływającą krew po moim czole i skroni. Czy uda mi się dożyć jutra? Może jeśli umrę cały ten irytujący syf zniknie? 
-Chyba już wystarczy. Nie możemy go wykończyć, kto będzie nam dalej przynosił forsę?
Chwycili mnie za ramiona i unieśli do góry. Moje ciało było bezwładne, głowa opadła mi do przodu. Ledwo kontaktowałem.
-Następnym razem masz przynieść dwa razy tyle. Przygotuj swoją dupkę na pracę w burdelu, coś czuję, że zarobisz więcej niż ta przeterminowana suka.
-Sukinsyn - wymamrotałem co zabrzmiało jak bezksztłtny jęk.
-Co mówisz, chłopcze? Czyżbyś próbował nas przeprosić? 
Nie miałem siły na zrobienie czegokolwiek innego, więc gdy mnie puścili osunąłem się bezwładnie na drewno.
-Zapamiętaj sobie nas dobrze. Nasze twarze będą cię prześladować do końca życia. Nie ukryjesz się przed nami, szczeniaku.
Poczułem kolejne mocne kopnięcie w bok, które sprawiło, że spadłem z mostu do jeziora. Nie miałem czasu by złapać oddech wcześniej. Ból, odrętwienie i strach sprawiło, że czułem się bezwolny. Ciało mnie nie słuchało, chociaż kazałem dłonią się poruszać one nie wykonywały żadnego ruchu. Jedyne co mi się udało to próba zaczerpnięcia powietrza, przez którą wlała mi się woda do płuc.
Czy to mój koniec? Nie ma najmniejszych szans na to, że uda mi się stąd wydostać o własnych siłach. Okropny ból w klatce piersiowej nie pozwalał mi skupić myśli. Przed oczami pojawiało mi się coraz więcej ciemnych plamek. Przepraszam mamo, że zostaniesz kolejny raz z problemami sama. Zamknąłem powieki poddając się woli losu.
*
Coś ciepłego na moich ustach. Przyjemnie miękkie, delikatne i bardzo, bardzo wyczuwalny smak truskawek. Czy jestem w niebie i aniołki postanowiły urządzić mi imprezę powitalną z tortem o moim ulubionym smaku? O boże, jak długo nie jadłem? Nie otwierając oczu próbowałem ugryźć kawałek tych pyszności, ale gdy tylko to zrobiłem usłyszałem cichy jęk wypieku, po czym cudowny truskawkowy smak zniknął.
-Hej, po pierwsze czy tak się dziękuje za ratowanie życia? Po drugie czy tak się zachowują ludzie dopiero co wyciągnięci na brzeg? A po trzecie jak mogłeś mnie ugryźć?
Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia i próbowałem się podnieść, co uniemożliwiała mi ręka nieznajomego przytrzymująca mnie za ramię do ziemi.
-Ostrożnie! Chyba nie chcemy, żebyś nam ponownie stracił przytomność - zakłopotany uśmiech pojawił się na anielskiej buzi chłopca. Może to jednak jest niebo, a aniołki postanowiły postawić mi na drodze mężczyznę-cud, który będzie mną zainteresowany? -Cholera, gdybym wiedział, że ratowanie ludzi sprawia tyle kłopotów, nigdy bym nie spróbował.
Nagle złapałem go za policzki i przyciągnąłem do siebie. Chłopak cały się zaczerwienił, łapiąc za moje dłonie. Był zbyt zaskoczony, żeby cokolwiek zrobić, przez co przyciśnięcie ust do tych jego było dziecinnie proste. Wplątałem dłoń w jego włosy i deliatnie je przeczesywałem czule go całując. Chyba potrzebowałem odrobiny bliskości.
Nagły, przeszywający ból odebrał mi świadomość i pogrążył w ciemności.
*

niedziela, 6 września 2015

idk

Ucieczka to odruch. Ucieczka to próba przetrwania. Ucieczka to tchórzostwo. Ucieczka to jedyne co zostało mi do zrobienia.
     Nie pamiętałem niczego.
  Urodziłem się jako dorosły mężczyzna na pustyni.
     Nie miałem niczego.
  Prócz koszyka leżącego obok mnie z butelką wody i kartką papieru z napisem 'Sehun'. Pismo było staranne, ten kto mnie tam zostawił najwyraźniej czuł pełną swobodę.
     Wokół nie było niczego.
  Obudziłem się na cholernym pustkowiu. Gdzie okiem sięgnąć nie było widać choćby cienia cywilizacji. Tylko piasek, prażące słońce i gorące powietrze.
     Byłem obolały.
  Moje mięśnie rwały jakbym dzień wcześniej odbywał wykańczający trening. Nie potrafiłem nawet poruszyć palcami. Czułem jak krople potu spływały po moim karku i czole. W ustach miałem sucho, drobinki piasku osiadły mi na zębach. Próbowałem zwilżyć wargi językiem, ale to niczego nie dało. Gdybym tylko mógł sięgnąć po butelkę...
  Nagły ból głowy przeszył moją czaszkę na wskroś. Sprawił, że przestałem cokolwiek widzieć, próbowałem popatrzeć w inną stronę, otworzyć szerzej powieki, ale nadal wokół panowała ciemność. A może tylko straciłem przytomność.
 -Spokojnie, jestem tu, żeby ci pomóc.
  Głos był niski, rozległ się gdzieś niedaleko. Poczułem jak na sam jego dźwięk napinają się moje mięśnie, automatycznie przygotowywałem się na ucieczkę. Nie mogłem zrozumieć reakcji mojego ciała. Czy było się czego obawiać? Nawet jeśli to nie miałem żadnych szans na zrobienie czegokolwiek. 
 -Jeśli będziesz robił to co powiem bez sprzeciwiania się to obiecuję, że szybko poczujesz się lepiej.
  Ktoś uklęknął przy moim prawym boku i dotknął moich ramion. Objął je zimnymi palcami delikatnie gładząc i sprawiając, że przechodziły mnie dreszcze.
 -Nadal reagujesz na bodźce, bałem się, że będzie gorzej. Otwórz usta.
  Postanowiłem zaryzykować, bo dlaczego nie? Co miałem do stracenia? Uchyliłem lekko wargi, a on złapał mnie za brodę i położył mi na język płatek, który przy zetknięciu się z mięśniem natychmiast roztopił się mieszając ze śliną.
 -Dobrze, teraz przyłożę ci do ust butelkę z wodą. Na pewno jesteś spragniony.
  Chwycił moją głowę oburącz i uniósł, kładąc na swoich kolanach. Gdy coś zimnego otarło się o moje wargi od razu zacząłem łapczywie połykać wodę, która cudownie spływała po moim suchym gardle. Uczucie było niesamowite, skupiłem się na nim, przez co prawie nie zauważyłem, że obcy trzymał dłoń w moich włosach i delikatnie je gładził. Połowa cieczy spłynęła mi po brodzie, zapewne mocząc spodnie mężczyzny.
 -Nie wiem jak mogłem pozwolić im zrobić ci takie świństwo...
  Co... Co. Co?
  Odkaszlnąłem dwa razy zanim udało mi się wykrztusić chociażby cichy jęk.
 -D-dlaczego nic nie widzę? - zabrzmiałem obco. Wzdrygnąłem się przestraszony dźwiękiem swoich słów.
 -Tak jest bezpieczniej, Sehun-ah. Jeśli nie znasz mojego wyglądu - nie mogą nam nic zrobić, rozumiesz? W ten sposób dbam o twoje bezpieczeństwo.

niedziela, 30 sierpnia 2015

JIKOOK

   Jimin spojrzał po raz kolejny na wyświetlacz telefonu. Kookie spóźniał się zawsze ale tym razem trochę przesadził. "Kurwa! Ile może szykować się chłopak?"-był rozzłoszczony do granic możliwości.
Stan irytacji minął natychmiast, gdy w drzwiach skromnego baru pojawił się on. 
"Jak zwykle wygląda uroczo, jest taki drobny i słodki"-pomyślał Jimin o swoim partnerze i rozczulił się. 
Kookie usiadł wygodnie na siedzeniu i pochylił się nad stołem, aby posmakować ust swojego skarba. Chłopak po drugiej stronie ławy zrobił to samo i w ten sposób ich usta zetknęły się w przyjemnym pocałunku, który jak zawsze,był dłuższy niż planowali. 

Prawie Twój, Luhan ◐

∙∘Opowiadanie o treści homoseksualnej, jeśli nie tolerujesz lub nie lubisz tego, proszę o nie czytanie :')∘∙

  Wszystko zaczęło się od przypadkowego pocałunku. Niby nic, zwykłe zetknięcie się warg, które kompletnie nie miało znaczenia. Oboje byliśmy z początku zażenowani tym faktem, ale ty znów przybliżyłeś się i przytknąłeś swoje usta do moich. To był jedynie dotyk, dawałeś mi wolną wolę, nie nalegałeś. Zgubiłem się pomiędzy dwoma uczuciami, pomiędzy nami, pomiędzy snem, a jawą. Ty jednak cierpliwie czekałeś. Uniosłem dłoń do twojego policzka, by sprawdzić czy ta sytuacja nie była
moim kolejnym chorym snem. Przekonałem się, że jesteś prawdziwy. Zawsze byłeś.
  Nasz pierwszy, prawdziwy pocałunek był pełen niepewności i wstydu, ale gdzieś tam chowała się czułość z lekką domieszką pożądania. Chciałem, żeby nasz pocałunek był żarliwszy, taki jak te, które widywałem wszędzie wokół, ale ty miałeś swoje tempo. Tempo, które zapamiętałem na bardzo długi czas. Z początku nie podobało mi się to, że byłeś taki powolny, ale zrozumiałem, że wszystko musi mieć odpowiednią ilość czasu. Po to, żeby zapamiętać je na dłużej. Pokochałem to i nie mogłem bez tego żyć.
  Nasza niewinna przyjaźń przerodziła się w coś więcej, choć nie obnosiliśmy się z tym. Było coś między nami, ale nigdy tego nie nazwaliśmy. Nie czuliśmy takiej potrzeby, oboje wiedzieliśmy co do siebie mamy, ale nie powiedzieliśmy tego na głos. Kiedy już miałem wypowiedzieć te dwa cholerne słowa zawsze mnie rozpraszałeś, albo po prostu zostawiałeś samego. Nienawidziłem Cię w takich momentach, ale nie potrafiłem długo się na ciebie gniewać. Boże, nie mam pojęcia kiedy tak bardzo zatraciłem się w tobie. Poprawiałeś mój najpodlejszy humor, wystarczył jeden twój uśmiech, bym zapomniał o wszystkim innym. Zawsze starałem się zwrócić na siebie twoją uwagę, chciałem by twoje oczy patrzyły tylko na mnie, chciałem być jako jedyny godny twojego zainteresowania. Miałeś być tylko mój, ale czy ptak, który całe życie był wolny wytrzyma w ciasnej klatce jaką było moje serce? Nawet jeśli zapewniałem ci wszystko czego potrzebowałeś, nie mogłem mieć pewności, że w końcu nie odlecisz.
  Zawsze byłeś jedynym, czego chciałem od życia. Jeśli byłeś przy mnie mogłem dla ciebie przenosić góry, nieważne, że oczekiwałeś ode mnie niemożliwych rzeczy i tak byłem skłonny ci je podarować. Twoje pocałunki były dostateczną nagrodą. Oddałem ci swój pierwszy raz. Mimo, że nie był magiczny, dla mnie i tak był najpiękniejszą rzeczą jaką w życiu robiłem, bo robiłem to z tobą. Nie miało dla mnie znaczenia miejsce ani czas, nic się nie liczyło, oprócz twojej osoby. Mam nadzieję, że było ci ze mną dobrze, że sprostałem twoim oczekiwaniom. Starałem się robić wszystko poprawnie, nie zajmowałem się swoją przyjemnością, chciałem dać jej jak najwięcej właśnie tobie. Byłeś jak kot, łasiłeś się do mnie, dopóki było to na twoją korzyść.
  Kiedy dopadły nas pierwsze problemy zacząłeś się ode mnie oddalać. Myślałeś, że tego nie
zauważyłem, ale jestem spostrzegawczy. Znałem cię na wylot, wiedziałem co robisz, gdy się denerwujesz, kiedy kłamiesz również. Tylko szkoda, że tak późno przejrzałem na oczy. Gdybym chwilę się nad tym zastanowił zauważyłbym, że robiłeś to niemal w każdym momencie. Na każdym kroku karmiłeś mnie swoimi łgarstwami, zmyślonymi historyjkami, a ja gładko je łykałem. Byłem tobą tak zauroczony, że chwilami odczuwałem to jako ból. Bolało mnie przebywanie z tobą. Zawsze wiedziałem, że w końcu nadejdzie chwila, w której zostawisz mnie samego. Nie potrafiłeś długo usiedzieć w jednym miejscu. Dlatego też nie było dla mnie zaskoczeniem znalezienie kartki, którą mi zostawiłeś. I szczerze ci powiem, że nadal leży gdzieś u mnie w szafce. To jedyna rzecz jaką po tobie mam, jedyna, która mi o tobie przypomina. Czytam ją codziennie przed snem i codziennie nowe łzy moczą kartkę. Już prawie nic na niej nie widać, ale znam te słowa na pamięć.

 Drogi Sehunie!
Na samym początku chciałbym podziękować za twoją miłość. Choć nigdy mi jej nie wyznałeś zawsze wiedziałem, że mnie kochasz. To uczucie odbijało się w twoich oczach, gdy na mnie patrzyłeś. Było w twoich ruchach, w twoich delikatnych, czułych pocałunkach i słowach, choć nie mówiłeś tego wprost. Było mi z tobą tak dobrze, że się zapomniałem. Zdołałeś zasłonić mi piękno świata i marzenie zwiedzenia go, swoją osobą. 
Nasz związek w pierwszym etapie był dla mnie jedynie zabawą, oderwaniem się od rzeczywistości, ciekawym sposobem na nudę, proszę, nazwij to jak chcesz. Wiesz, rzadko podejmowałem się poważnych decyzji, więc starałem się niczego Ci nie obiecywać. Po co miałem to robić, skoro i tak wiedziałem, że tej obietnicy nie dotrzymam? Im dłużej trwał nasz związek tym trudniej było mi utrzymać uczucia i język na wodzy.
Myślę, że oboje od początku wiedzieliśmy, że to kiedyś nastąpi. Przepraszam za to, że nie znalazłem w sobie odwagi, by pożegnać się z tobą tak, jak na to zasługiwałeś. Ten list to jedynie ucieczka przed konsekwencjami mojego wyboru. Wybrałem podążanie za marzeniami.
Przepraszam, że karmiłem cię kłamstwami, przepraszam, że nie pozwoliłem Ci stać się numerem jeden w moim życiu. Przepraszam, że tak długo trwało zabawianie się twoją osobą. Planowałem, żeby potrwało to najwyżej miesiąc, po którym prawie bezboleśnie odszedłbym, ale... nie potrafiłem cię zostawić. Musiałem zbierać silną wolę przez długi czas, żeby się do tego zmusić.
Mam nadzieję, że nie skrzywdziłem cię za bardzo. Może jestem naiwny, ale mam też nadzieję, że nie nienawidzisz mnie za to wszystko, co zrobiłem. W końcu w jakimś tam stopniu podarowałem Ci szczęście. Mam nadzieję, że zapamiętasz mnie jako kogoś kto potrafił Cię rozweselić. Jako kogoś z kim mógłbyś być na zawsze.
Ale jeśli miałbyś przez zapamiętanie mnie cierpieć jeszcze bardziej niż teraz, gdy to czytasz to, proszę, zapomnij o mnie. Wyrzuć mnie ze swojej głowy i znajdź sobie kogoś lepszego ode mnie, kogoś przy kim będziesz czuł się tysiąc razy lepiej. Z kim mógłbyś dzielić problemy, których ze mną nie zdołałeś.
~Prawie Twój,
Luhan.

  Przy pierwszych słowach listu zawsze budziły się we mnie pretensje do niego. Jeśli wiedział co do niego czuję to dlaczego pozwolił mi wierzyć, że to odwzajemnia? Dlaczego miałem taką nadzieję,
skoro nigdy nie zauważyłem, żadnego przejawu? On nigdy nie patrzył na mnie z miłością, patrzył na mnie jak na rzecz, którą chce mieć przez jakiś czas. Jego gesty były puste, niepewne. Teraz mogę to zobaczyć. Nigdy nie potrafił przytulić mnie jak osobę, z którą chce się dzielić życie.  Byłem zabawą, karmił mnie pięknymi kłamstwami. Gdyby mógł cofnąć czas nie zmieniłbym niczego. Chłopak ma rację, dał mi dużo szczęścia, nawet jeśli mnie nie kochał. Pozwolił mi w to wierzyć, udawał, że mu
na mnie zależy. To moja wina, że wcześniej tego nie zauważyłem. Wolałem żyć w błogiej nieświadomości, dopóki ze mną był, było wspaniale.Chciałem tak, jak on nie przejmować się przyszłością i żyć chwilą. A chwile z nim spędzone były naprawdę niesamowite. Był świetnym aktorem.
  Nie nienawidziłem go, było mi cholernie żal nie za to, że chciał spełniać marzenia, ani nie za to, że mnie okłamał czy też, że nie byłem dla niego najważniejszy. Bardziej chodziło o to, że nie pozwolił mi pokazać, że ze mną też mógł być szczęśliwy i robić to co chciał. Przecież poszedłbym za nim na koniec świata, a nawet dalej jeśliby tylko o to poprosił. To, że byłem mu obojętny nie znaczyło, że może mnie tak po prostu zostawiać samego. Bez niego czuję się pusty, bezbronny. Nic co robię nie ma sensu, bo nie robimy tego razem. Cholera, jestem wypełniony goryczą, złością, tęsknotą i smutkiem. 
  Jak on może w ogóle myśleć, że znajdę sobie kogoś lepszego niż on? Jak on może o to prosić? To byłoby nie fair w stosunku do tej osoby, przecież nigdy nie przestałem kochać Luhana. Nie mógłbym zakochać się w kimś innym. Nawet nie chciałem próbować. Nie mógłbym o nim zapomnieć nawet gdybym bardzo chciał. A nie chcę. Choć strasznie mnie boli każda myśl o nim nie mam zamiaru zapominać. Nadal go pragnąłem. Nawet jeśli zrobił mi takie świństwo byłem skłonny mu wybaczyć. Miałem nadzieję, że wróci. Wróci i będzie wszystko okej, tak jak w bajce. Zakochałby się we mnie i przejrzał na oczy, a ja -głupia, zepsuta zabawka- przyjąłbym go do siebie z powrotem. Nawet jeśli miałby mnie oszukać po raz drugi. 

◠◠◠◠◠◠◠◠◠◠◠◠◠◠◠
To jest mój pierwszy one shot, nie wyszedł zbyt dobrze i jakoś specjalnie mi się nie podoba... Ale proszę o dużo miłości oraz zrozumienia dla niego <33 W końcu to i tak moje dziecko :'D Następne postaram się pisać staranniej^^  
◡◡◡◡◡◡◡◡◡◡◡◡◡◡◡